Cześć kochani!
Wracam do was po nieco dłuższej przerwie, za którą przepraszam, ale trzeba było dopiąć sprawy szkolne na ostatni guzik . Na szczęście już mamy od wczoraj upragnione przez wszystkich wakacje. A propos, dawajcie znać jak było na zakończeniu, i do której klasy idziecie po wakacjach.
A skoro jesteśmy przy temacie wakacji, pomyślałam, że przygotuję dla was moje sprawdzone sposoby, jak nie nudzić się podczas tych dwóch miesięcy całkowicie wolnego dla nas czasu. Na pewno każdemu z was zdarzyło się przecież nie mieć kompletnie pomysłu jak ten czas wykorzystać. Mam nadzieję, że te wskazówki będą dla was pomocne :)
A oto one:
1. Przeczytaj książki z gatunku, który lubisz najbardziej.
Kiedy trwa rok szkolny, jedyne książki jakie mamy okazję czytać są to podręczniki szkolne. A przecież jest tyle autorów naprawdę świetnych książek, które mogą nas zaciekawić. Każdy również może znaleźć dla siebie odpowiadający mu gatunek. Dla mnie na przykład nie ma nic bardziej relaksującego niż czytanie dobrej książki na tarasie lub na trawie.
2. Spróbuj odnaleźć swoją pasję.
Wielu młodych ludzi nie wie, co ich najbardziej interesuje. A pasja jest bardzo ważna przy doborze przyszłego zawodu. Dlatego uważam, że wakacje to idealny czas, by tą pasję odnaleźć. A może, kto wie, znajdziemy więcej niż jedną?
3. W miarę możliwości rozpocznij podróże.
Moim zdaniem nic tak nienie kształci jak właśnie robią podróże. Mogą to być wycieczki do innych krajów, ale równie dobrze można podróżować po swoim państwie. Tak czy inaczej podróżując mamy szansę poznać nie tylko nowe kraje, czy kultury i języki, ale też możemy dowiedzieć się zupełnie nowych rzeczy o swojej ojczyźnie.
4. Spotkaj się z przyjaciółmi.
Wakacje to świetny czas na to, by poświęcić go na spotkania z przyjaciółmi. Zawsze można w grupie zrobić razem coś, na co zwykle brakuje czasu. Nie zapomnijcie też o uwiecznieniu najlepszych chwil spędzonych wspólnie. Jako przykład wklejam zdjęcia sprzed tygodnia, które zrobiłam z moją internetową internetową przyjaciółką Klaudią podczas dni Radomska
5. Nie bój się wypróbować czegoś nowego.
Podczas czasu wolnego pojawia się możliwość sprawdzenia się w nowych rzeczach, takich jak przygotowywaniu letnich dań, pisaniu wierszy, bloga, czy piosenek. Warto wykorzystać wakacje do zrobienia czegoś twórczego. Efekty mogą was bardzo zaskoczyć!
6. Nie zapomnij o chwili dla siebie.
Kiedy mamy więcej czasu, warto również pomyśleć o momentach tylko dla nas. Sposobów jest mnóstwo. Możemy poświęcić go na zadbanie o dietę, poprawienie kondycji cery, albo po prostu odpocząć całkowicie biernie wylegując się na kocu na trawie opalając się.
To tyle, jeśli chodzi o moje sposoby na zabicie nudy podczas dwóch miesięcy laby. Oby okazały się przydatne. Na koniec jeszcze chcę wam życzyć cudownych wakacji, wypocznijcie jak najlepiej się da , naładujcie baterie, abyście weszli w nowy rok szkolny z energią i determinacją do działania.
Do następnego posta, buziaki! X
sobota, 25 czerwca 2016
niedziela, 22 maja 2016
Czy internetowa przyjaźń istnieje?
Hejka kochani! ❤
Nareszcie trafiła się przepiękna pogoda ,więc myślę , że nadeszła pora na post w typowo wiosennym klimacie.
Dzisiaj chcę z wami porozmawiać o internetowej przyjaźni. Istnieją bardzo sprzeczne opinie na ten temat, a współcześnie jest to dość powszechny sposób zawierania przyjaźni. Jedni mówią , że to strata czasu, że nie każdy okazuje się takim, za jakiego się podaje w sieci. Oczywiście ciężko się nie zgodzić z tym, jednak nie wszyscy mają w zwyczaju oszukiwać. Chociażby w moim przypadku.
Klaudię poznałam w listopadzie 2013 roku przez Facebooka, napisała do mnie, bo obie lubiłyśmy ten sam zespół. Rozmowa na czacie bardzo fajnie się układała, po pewnym czasie zaproponowała spotkanie. Na początku nie byłam pewna, jaka Klaudia okaże się w realu. Dręczyło mnie dużo pytań związanych z perspektywą pierwszego spotkania , na które nie znałam odpowiedzi. W końcu pojechałam zobaczyć się pierwszy raz z internetową przyjaciółką z moją mamą . Okazało się, że absolutnie nie miałam czego się bać. Klaudia od razu bardzo ciepło mnie przyjęła, pamiętam nawet, jak się wtuliłyśmy w siebie na powitanie . Rozmawiałyśmy razem tak, jakbyśmy znały się od zawsze. A wybuchom śmiechu i wygłupom nie było końca. Po kilku kolejnych spotkaniach byłam już pewna, że Klaudia jest w stu procentach godna zaufania. Najbardziej polubiłam w niej pozytywny charakter i jednocześnie spokojny. Wiem także, że każda powierzona jej tajemnica nigdy nie zostanie wyjawiona. Właściwie wszystkie odwiedziny u niej wywołują za każdym razem wielki uśmiech. Przy niej zdecydowanie nie da się smucić!
A jak jest obecnie ? Nasza przyjaźń cały czas trwa już prawie 3 lata, nawet nie wiem kiedy to zleciało, hahahhahah. W dodatku , jakiś czas po tym, jak poznałam Klaudię, zyskałam drugą przyjaciółkę-Natalkę. Na niej mogę polegać tak samo jak na Klaudii, więc sami widzicie jak dobrze trafiłam :)
Staramy się regularnie odwiedzać, jednak nie należy to do najłatwiejszych rzeczy. Mimo wszystko 70 km, które nas dzieli jest nieco uciążliwe.
Jedno jest jednak pewne: kilometry nie powinny stanowić bariery, liczy się przyjaźń, która przeżyje wszystkie kryzysy.
Podsumowując, uważam, że warto było postawić na taką przyjaźń. Nigdy nie wiadomo, czy to będzie ta na zawsze i nigdy się nie skończy. Ale jeśli nie spróbujecie to może was ominąć coś wspaniałego.
Ja taką przyjaźń znalazłam i nie żałuję.
Przy okazji wiem, że dziewczyny czytają mojego bloga, dlatego serdecznie was pozdrawiam kochane i buziaki dla was! :*
A wy macie internetową przyjaciółkę/internetowego przyjaciela? Koniecznie napiszcie wasze doświadczenia, albo co myślicie o internetowej przyjaźni. Poniżej wstawiam jeszcze nasze wspólne zdjęcia z wczoraj.
A tymczasem do zobaczenia niedługo!
A jak jest obecnie ? Nasza przyjaźń cały czas trwa już prawie 3 lata, nawet nie wiem kiedy to zleciało, hahahhahah. W dodatku , jakiś czas po tym, jak poznałam Klaudię, zyskałam drugą przyjaciółkę-Natalkę. Na niej mogę polegać tak samo jak na Klaudii, więc sami widzicie jak dobrze trafiłam :)
Staramy się regularnie odwiedzać, jednak nie należy to do najłatwiejszych rzeczy. Mimo wszystko 70 km, które nas dzieli jest nieco uciążliwe.
Jedno jest jednak pewne: kilometry nie powinny stanowić bariery, liczy się przyjaźń, która przeżyje wszystkie kryzysy.
Podsumowując, uważam, że warto było postawić na taką przyjaźń. Nigdy nie wiadomo, czy to będzie ta na zawsze i nigdy się nie skończy. Ale jeśli nie spróbujecie to może was ominąć coś wspaniałego.
Ja taką przyjaźń znalazłam i nie żałuję.
Przy okazji wiem, że dziewczyny czytają mojego bloga, dlatego serdecznie was pozdrawiam kochane i buziaki dla was! :*
A wy macie internetową przyjaciółkę/internetowego przyjaciela? Koniecznie napiszcie wasze doświadczenia, albo co myślicie o internetowej przyjaźni. Poniżej wstawiam jeszcze nasze wspólne zdjęcia z wczoraj.
A tymczasem do zobaczenia niedługo!
wtorek, 3 maja 2016
KONCERT ADAMA LAMBERTA /Hala Torwar /Warszawa /30.04.2016
Hej wszystkim! 💟
Dzisiaj opowiem trochę o moim pierwszym w życiu koncercie, na jakim miałam niedawno okazję się pojawić. A był to koncert Adama Lamberta. Dla tych , którzy go nie znają, to amerykański piosenkarz. W 2009 roku brał udział w programie American Idol, w którym zajął drugie miejsce , dzięki czemu stał się rozpoznawalny. Śpiewa głównie pop, rock, glam rock, pop elektroniczny.
Koncert odbył się 30 kwietnia w Hali Torwar w Warszawie, w ramach trasy The Original High Tour. Wybrałam się na niego razem z moją mamą. Na miejsce dojechaliśmy ok.godz.20. Kiedy wszyscy czekali na gwiazdę wieczoru, cały czas oczekiwania umilał nam dzidżej. Adam wyszedł na scenę ok. godziny 21.30 z 1,5 godzinnym opóźnieniem. Jednak warto było czekać, bo występ był niesamowity. Całe show rozpoczęło się piosenką Ghost Town.
Oprócz tego artysta wykonał jeszcze m. in. : What Do You Want From Me , If I Had You, For Your Entertainment, Rumors, Mad World i najnowszy utwór, z tego co wiem jest dostępny tylko w wersji audio, ma tytuł Welcome To The Show.
A co mogę powiedzieć o samej atmosferze na koncercie? Uważam, że była jedyna w swoim rodzaju, wyjątkowa. Towarzyszący Adamowi na scenie tancerze, jak i on sam zdecydowanie dali z siebie wszystko. O widowni powiedział, że była najlepsza z całej trasy,ogólnie nasz kraj bardzo mu się spodobał. Osobiście wam powiem, że Adam sprawiał wrażenie niezwykle sympatycznego człowieka, mało jest teraz takich artystów. Najlepszym momentem dla mnie było skanowanie tłumu 'We love you' w przerwie między wykonaniami. Generalnie wszyscy obecni na koncercie spisali się wyśmienicie. Przez cały czas tańczyli do muzyki i śpiewali razem z Adamem. Ale to przecież nic dziwnego, jak ma się do czynienia z polską publiką :)
Wydarzenie zakończyło się po 23,a do domu wróciłam po 1. Podsumowując je, wystarczą tylko dwa słowa: niezapomniane chwile. Z pewnością będą mi towarzyszyć cudowne wspomnienia na całe życie. Cieszę się, że mogłam pojechać na ten koncert.
Poniżej wstawiam wam parę zdjęć, które zrobiłam tego dnia
Na zakończenie jeszcze dodam, że zachęcam do podawania propozycji tematów do poruszania na blogu. Link do mojego aska znajdziecie w zakładce 'Social Media'. I nie zapomnijcie w komentarzu podzielić się swoimi doświadczeniami związanymi z koncertami. A może macie jakieś ciekawe plany na majówkę, którymi chcecie się podzielić?
Mam nadzieję, że post się spodobał, a tymczasem do zobaczenia niedługo!
Dzisiaj opowiem trochę o moim pierwszym w życiu koncercie, na jakim miałam niedawno okazję się pojawić. A był to koncert Adama Lamberta. Dla tych , którzy go nie znają, to amerykański piosenkarz. W 2009 roku brał udział w programie American Idol, w którym zajął drugie miejsce , dzięki czemu stał się rozpoznawalny. Śpiewa głównie pop, rock, glam rock, pop elektroniczny.
Koncert odbył się 30 kwietnia w Hali Torwar w Warszawie, w ramach trasy The Original High Tour. Wybrałam się na niego razem z moją mamą. Na miejsce dojechaliśmy ok.godz.20. Kiedy wszyscy czekali na gwiazdę wieczoru, cały czas oczekiwania umilał nam dzidżej. Adam wyszedł na scenę ok. godziny 21.30 z 1,5 godzinnym opóźnieniem. Jednak warto było czekać, bo występ był niesamowity. Całe show rozpoczęło się piosenką Ghost Town.
Oprócz tego artysta wykonał jeszcze m. in. : What Do You Want From Me , If I Had You, For Your Entertainment, Rumors, Mad World i najnowszy utwór, z tego co wiem jest dostępny tylko w wersji audio, ma tytuł Welcome To The Show.
A co mogę powiedzieć o samej atmosferze na koncercie? Uważam, że była jedyna w swoim rodzaju, wyjątkowa. Towarzyszący Adamowi na scenie tancerze, jak i on sam zdecydowanie dali z siebie wszystko. O widowni powiedział, że była najlepsza z całej trasy,ogólnie nasz kraj bardzo mu się spodobał. Osobiście wam powiem, że Adam sprawiał wrażenie niezwykle sympatycznego człowieka, mało jest teraz takich artystów. Najlepszym momentem dla mnie było skanowanie tłumu 'We love you' w przerwie między wykonaniami. Generalnie wszyscy obecni na koncercie spisali się wyśmienicie. Przez cały czas tańczyli do muzyki i śpiewali razem z Adamem. Ale to przecież nic dziwnego, jak ma się do czynienia z polską publiką :)
Wydarzenie zakończyło się po 23,a do domu wróciłam po 1. Podsumowując je, wystarczą tylko dwa słowa: niezapomniane chwile. Z pewnością będą mi towarzyszyć cudowne wspomnienia na całe życie. Cieszę się, że mogłam pojechać na ten koncert.
Poniżej wstawiam wam parę zdjęć, które zrobiłam tego dnia
Na zakończenie jeszcze dodam, że zachęcam do podawania propozycji tematów do poruszania na blogu. Link do mojego aska znajdziecie w zakładce 'Social Media'. I nie zapomnijcie w komentarzu podzielić się swoimi doświadczeniami związanymi z koncertami. A może macie jakieś ciekawe plany na majówkę, którymi chcecie się podzielić?
Mam nadzieję, że post się spodobał, a tymczasem do zobaczenia niedługo!
sobota, 16 kwietnia 2016
Recenzja książki: Federico Moccia "3 metry nad niebem"
Hej hej! 💖💖
Jak wam mija weekend? Mam nadzieję , że was ominęły dzisiaj deszcze , bo ja nie trafiłam raczej na dobrą pogodę , hahah.
W ogóle to co sądzicie o zmianie wyglądu bloga? Ja uważam, że nowy nagłówek jest bardzo udany , ale pozostawiam na razie wam jego ocenę.
Dziś chcę wam opisać w skrócie książkę , którą ostatnio czytałam. Nosi ona tytuł "3 metry nad niebem" i jej autorem jest Federico Moccia .
Jak wam mija weekend? Mam nadzieję , że was ominęły dzisiaj deszcze , bo ja nie trafiłam raczej na dobrą pogodę , hahah.
W ogóle to co sądzicie o zmianie wyglądu bloga? Ja uważam, że nowy nagłówek jest bardzo udany , ale pozostawiam na razie wam jego ocenę.
Dziś chcę wam opisać w skrócie książkę , którą ostatnio czytałam. Nosi ona tytuł "3 metry nad niebem" i jej autorem jest Federico Moccia .
Ci z was, co oglądali film o tym samym tytule na pewno się spodoba również papierowa wersja. Książka należy do gatunku dramat , romans, opowiada o historii miłości siedemnastoletniej Babi i Stefano, bardziej znanym otoczeniu jako Step. Niestety, jak wiele innych związków , tak i ten zmaga się z przeszkodami, które są spowodowane pochodzeniem zakochanych z dwóch różnych światów . Babi to spokojna dziewczyna z dobrego domu, natomiast Step to typowy chuligan lubiący wyścigi motorowe, bijatyki i siłownię. Mimo wszystko połączyło ich silne uczucie. Następuje w obojgu zmiana od jego wpływem. Babi staje się dojrzalsza, bardziej otwarta, a Step łagodniejsze.
Mogę wam powiedzieć, że to jedna z najlepszych książek, jakie miałam okazję czytać. Oczywiście podstawową różnica między nią a filmem jest taka, że akcja w książce jest bardziej szczegółowa, także niektóre fakty, takie jak sytuacje opisane w książce albo imiona niektórych bohaterów zdecydowanie różnią się od tych z filmu. Osobiście nie umiem wybrać pomiędzy książkami a filmami, dlatego waszym zadaniem będzie sprawdzenie ocena oraz wybór, co wolicie.
Mnie bardzo urzekły obie formy. Nie zapomnijcie też dać o tym znać w komentarzu :)
Piszcie też, czy chcecie, żebym pisała dla was takie recenzje, czy w ogóle one wam się podobają.
A tymczasem do zobaczenia niedługo kochani!
sobota, 2 kwietnia 2016
W poszukiwaniu szczęścia
Zastanawialiście się może kiedyś, co daje wam w życiu szczęście? Ja ostatnio spędziłam dużo czasu na zastanowienie się nad tym pytaniem. Doszłam do wniosku, że mnie najbardziej uszczęśliwia poświęcanie się mojemu hobby, między innymi pisaniem dla was, a także wiele innych pasji, rodzina, spędzanie czasu z moimi najlepszymi przyjaciółkami. Przebywanie z rówieśnikami również powinno dawać mi szczęście, jednak w praktyce wygląda to nieco inaczej. Na początku roku szkolnego , rozpoczynając naukę w liceum, szłam z nastawieniem, że spotkam fajne osoby na swojej drodze. Teraz, kiedy ten pierwszy rok powoli dobiega końca, zdałam sobie sprawę, że wcale nie jest tak, jak sądziłam. Poznając nowych ludzi nastawiam się pozytywnie, ale niepewność i strach zawsze zostaje. Moją największą obawą był brak akceptacji ze strony rówieśników. Przed poznaniem mojej klasy dosłownie żyłam tylko pierwszym spotkaniem. Nastawiłam się również na dużo przyjaźni. Jednak po upływie czasu zdałam sobie sprawę, że nie da się sprawić, by każdy mnie polubił. Na początku sądziłam, że to akceptacja ze strony mojej klasy jest dla mnie najważniejsza , że nie dam sobie rady bez niej. Z perspektywy 8 miesięcy wiem, że lepiej mieć niewielu przyjaciół, ale prawdziwych niż tysiąc fałszywych. Z ludźmi jest bowiem tak, że nigdy nie wiadomo, kim się okażą, kiedy spędzi się z nimi trochę czasu. Niestety, część klasy okazała się być zupełnie nieszczera, bardzo często obgadują siebie nawzajem. Zauważyłam także niepokojące zjawisko podzielenia się klasy w różne grupki, w których toczą się rozmowy . Oczywiście osoby mniej przebojowe, będące tak zwanymi "szarymi myszkami" zwykle są pomijane w wielu aspektach. O wielu wydarzeniach dowiadują się jako ostatnie. Boli mnie tak samo mocno fakt, że krążą po klasie często nieprawdziwe plotki. Tak moim zdaniem nie powinno być. Owszem, nie wszystkich możemy lubić, ale niektórzy nawet nie pomyślą o tym, jak fałszywą informacją na czyjś temat można zranić drugiego człowieka.

Zdecydowanie te 8 miesięcy nauczyło mnie, że powinnam olewać osoby, które nie są warte mojej uwagi, a skupić bardziej na osobach mi najbliższych. One bowiem znają mnie i moją wrażliwą naturę, a także wspierają na każdym kroku. Nie opuszczą mnie nawet ze względu na moje wady czy słabości, lecz podarują mi swoje wsparcie zawsze i wszędzie. Życie jest za krótkie, by marnować czas na tych, co najchętniej zostawiliby cię przy pierwszej lepszej okazji. Dlatego warto mieć przy sobie tylko tych najlepszych przyjaciół, którym bezgranicznie ufacie. Moje szczęście właśnie na tym polega, że dobrałam swoje osobiste grono, wprawdzie niewielkie, ale znajdują się w nim tylko ludzie, na których mogę liczyć
Zrozumiałam także, że o miłość i akceptację drugiego człowieka nie muszę wcale walczyć, jak uważałam przez długie lata. Doświadczenie związane z dojrzewaniem pozwoliło mi to zrozumieć. Dziś jestem osobą o wiele silniejszą, która z pewnością wie już nieco więcej, niż wiedziało jako dziecko.
Życzę wam, abyście otaczali się samymi dobrymi ludźmi wnoszącym do waszego życia równie dobre rzeczy. Żebyście się na nich nigdy nie musieli zawodzić
I pamiętajcie, bez względu na to, co wam powiedzą inni, jesteście cudowni tacy, jacy jesteście. Ci, którzy są w stanie to zauważyć, na pewno do was pierwsi się odezwą,bez nie wiadomo jakiego zabiegania o czyjeś względy. To był właśnie błąd, z którego wyrosłam, natomiast wy go nie popełniajcie . O to jedno was tylko proszę.
Tym optymistycznym akcentem będę kończyć dzisiejszego posta. Mam nadzieję, że wam się spodobał :)
Nie zapomnijcie pisać w komentarzu, jakie rzeczy was uszczęśliwiają.
A tymczasem już uciekam, życzę wszystkim udanego weekendu! 💜
niedziela, 20 marca 2016
Trochę o kosmetykach....
Hejka kochani!
Dzisiaj postanowiłam napisać trochę o tym, co większość kobiet lubi najbardziej. Mianowicie opiszę kosmetyki,których używam do codziennego makijażu i nie tylko. Powiem wam też, które z nich należą do moich ulubionych.
Dzisiaj postanowiłam napisać trochę o tym, co większość kobiet lubi najbardziej. Mianowicie opiszę kosmetyki,których używam do codziennego makijażu i nie tylko. Powiem wam też, które z nich należą do moich ulubionych.
TUSZE DO RZĘS
1.Tusz do rzęs od Oriflame Wonder Lash Prismatic Mascara, 31261 PURPLE
Zdecydowanie mogę polecić ten tusz tym dziewczynom, które wolą naturalny wygląd i jednocześnie odrobinę koloru na rzęsach. Używam tego produktu od dłuższego czasu i jestem z niego zadowolona.
2.Maybelline Lash Sensational , 26MD03 INTENSE BLACK
Tym tuszem maluję rzęsy wprawdzie od niedawna, ale mogę wam powiedzieć, że jak na razie testowanie wypada u mnie bardzo pomyślnie. Bardzo ładnie rozdziela rzęsy, a także je pogrubia. Moim zdaniem jest to produkt naprawdę warty sprawdzenia.
KOREKTORY
1.Miss Sporty Perfect Stay 10 h, 01LIGHT
Tym korektorem odrobinę się zawiodłam , ponieważ miałam wcześniej korektor z o wiele lepszym kryciem(Poprzednik również był z Miss Sporty , pochodził tylko z innej serii) dlatego miałam wobec niego większe oczekiwania. Jednak ze względu na to, że mojej cery nie atakują bardzo często niedoskonałości, uznałam , że takie krycie na razie mi wystarczy.
2.Oriflame Everlasting Concealer , 31166 LIGHT NUDE
Tego korektora używam naprzemiennie z tym od Miss Sporty , wtedy , kiedy wyskoczą mi pryszcze, które chciałabym zakryć , właśnie ze względu na jego znacznie lepsze krycie. Dlatego przydaje mi się on wtedy , kiedy wyskoczą mi większe pryszcze. Zawsze po wszelkich zabiegach kosmetycznych robią mi się na skórze zaczerwienienia , które niestety zniesienia wyglądają , a ten produkt świetnie je maskuje.
KREDKI DO OCZU
1. Oriflame White Tip
Posiadam aktualnie dwie takie kredki , jednak korzystam z nich nieco rzadziej niż pozostałych kosmetyków. Głównie służy mi do kreski , którą robię na linii wodnej. Dzięki temu moje oczy sprawiają wrażenie większych.
DO NAŁOŻENIA PODKŁADU I KOREKTORA
1.Beauty Blender
Nic dodać , nic ująć. Kiedy dowiedziałam się, że istnieje specjalna gąbeczka do nakładania podkładu i korektora, od razu postanowiłam go przetestować. Po jego wypróbowaniu śmiało mogę stwierdzić, że jest naprawdę taki dobry, jak się o nim mówi. Uważam, że taki pomocnik powinien się znajdować w kosmetyczce każdej kobiety.
POMADKI
1.Eveline Cosmetics, 04 Lovers Rouge
Ta pomadka w kredce ma dosyć fajną pigmentację, długo też utrzymuje się na ustach. Kolor jednak jest nieco mocniejszy, więc raczej nie nadaje się do szkoły, ale na jakąś imprezę jak najbardziej. Osobiście przypadła mi ona do gustu, ale mam swojego ulubieńca, którego używam codziennie :
2.Oriflame Lip Spa, 31443 NATURAL PINK
Ta pomadka jest moim numerem 1 że względu na swój delikatny kolor, zbliżony do naturalnego. A ja właśnie bardzo cenię sobie naturalny wygląd, dlatego dziewczynom podzielającym moje zdanie polecam ją do codziennego makijażu. Poniżej wstawiam zdjęcie porównujące obie pomadki, które zaprezentowałam:
Podsumowując jeszcze muszę wam powiedzieć, że pomadka jest moim ulubionym kosmetykiem. Mogłabym kolekcjonować pomadki bez końca, gdyby była taka możliwość, haha
A jakie wy posiadacie rzeczy do makijażu, bez których nie potraficie się obejść? Dajcie znać w komentarzu
A tymczasem będę się już żegnać, życzę miłej reszty weekendu!
sobota, 5 marca 2016
Jak zaakceptować siebie?
Hej kochani !
Chciałabym dzisiaj poruszyć temat , który z pewnością nie należy do najłatwiejszych. Stykają się z nim szczególnie młodzi ludzie. Jest to akceptacja samego siebie. Kluczową sprawą do pokochania siebie jest pokonanie słabości , wad , które w sobie widzimy. Pierwszym etapem jest przyznanie się do naszych słabości. Trzeba uświadomić sobie to , że one zawsze były, zawsze są i zawsze będą. Nikt z nas nie jest na idealny. Dlatego bardzo ważne jest , abyśmy nauczyli się traktować nasze wady jako atut. Możecie się zdziwić , ale na wielu forach internetowych eksperci radzą stawać przed lustrem i powtarzać sobie "Jestem piękny/a". I myślę , że ta porada naprawdę skutkuje. Kolejnym dobrym sposobem na zaakceptowanie siebie jest wypisanie na kartce swoich mocnych stron. Kiedy następnym razem będziecie się dołować np. z powodu niekorzystnego wyglądu , weźcie tą kartkę do ręki i przeczytajcie ją. Od razu zrobi wam się lepiej. Dużo ludzi popełnia jeden istotny błąd : uzależniają samoocenę od opinii innych ludzi. Nigdy w życiu tak nie powinniście robić. W ten sposób stracicie tylko własne zdanie. A powinno dla was liczyć się to , co myślicie o sobie wy sami. Szczerze mogę wam wyznać , że przez długi czas bardzo mi zależało na tym , co sądzą o mnie inni. Moja psychika pod tym względem była bardzo wrażliwa , szczególnie na negatywne komentarze. Dopiero od niedawna mój pogląd na tą sprawę uległ zmianie , jak i ja sama się również zmieniłam. Zdecydowanie wydoroślałam. Obecnie nie zwracam już uwagi na to , co sobie pomyślą ludzie. Stałam się także odważniejsza , ale cały czas uczę się akceptować siebie.
Mam nadzieję , że te wskazówki w jakiś sposób na was wpłyną. Zapewniam was , wystarczy zmienić kilka prostych rzeczy , żeby poczuć się lepiej. Niestety , dzisiejszych czasach żyje bardzo wiele osób , które za wszelką cenę starają się rzucić nam kłody pod nogi. Dlatego , moi kochani , musicie liczyć tylko na siebie. Im szybciej to zrozumiecie , tym lepiej sobie poradzicie w tym okrutnym świecie. Oczywiście nie zapominajmy o bliskich osobach. Szczerze doceniający nas ludzie zostaną bowiem bez względu na wszystko. I takich ludzi wam życzę jak najwięcej obok was.
To tyle na razie ode mnie, tymczasem do zobaczenia !
Chciałabym dzisiaj poruszyć temat , który z pewnością nie należy do najłatwiejszych. Stykają się z nim szczególnie młodzi ludzie. Jest to akceptacja samego siebie. Kluczową sprawą do pokochania siebie jest pokonanie słabości , wad , które w sobie widzimy. Pierwszym etapem jest przyznanie się do naszych słabości. Trzeba uświadomić sobie to , że one zawsze były, zawsze są i zawsze będą. Nikt z nas nie jest na idealny. Dlatego bardzo ważne jest , abyśmy nauczyli się traktować nasze wady jako atut. Możecie się zdziwić , ale na wielu forach internetowych eksperci radzą stawać przed lustrem i powtarzać sobie "Jestem piękny/a". I myślę , że ta porada naprawdę skutkuje. Kolejnym dobrym sposobem na zaakceptowanie siebie jest wypisanie na kartce swoich mocnych stron. Kiedy następnym razem będziecie się dołować np. z powodu niekorzystnego wyglądu , weźcie tą kartkę do ręki i przeczytajcie ją. Od razu zrobi wam się lepiej. Dużo ludzi popełnia jeden istotny błąd : uzależniają samoocenę od opinii innych ludzi. Nigdy w życiu tak nie powinniście robić. W ten sposób stracicie tylko własne zdanie. A powinno dla was liczyć się to , co myślicie o sobie wy sami. Szczerze mogę wam wyznać , że przez długi czas bardzo mi zależało na tym , co sądzą o mnie inni. Moja psychika pod tym względem była bardzo wrażliwa , szczególnie na negatywne komentarze. Dopiero od niedawna mój pogląd na tą sprawę uległ zmianie , jak i ja sama się również zmieniłam. Zdecydowanie wydoroślałam. Obecnie nie zwracam już uwagi na to , co sobie pomyślą ludzie. Stałam się także odważniejsza , ale cały czas uczę się akceptować siebie.
Mam nadzieję , że te wskazówki w jakiś sposób na was wpłyną. Zapewniam was , wystarczy zmienić kilka prostych rzeczy , żeby poczuć się lepiej. Niestety , dzisiejszych czasach żyje bardzo wiele osób , które za wszelką cenę starają się rzucić nam kłody pod nogi. Dlatego , moi kochani , musicie liczyć tylko na siebie. Im szybciej to zrozumiecie , tym lepiej sobie poradzicie w tym okrutnym świecie. Oczywiście nie zapominajmy o bliskich osobach. Szczerze doceniający nas ludzie zostaną bowiem bez względu na wszystko. I takich ludzi wam życzę jak najwięcej obok was.
To tyle na razie ode mnie, tymczasem do zobaczenia !
Subskrybuj:
Posty (Atom)































